
SPRAWOZDANIE Z OBOZU
,,EXTREME 2009'' w Luboszycach
4-11.08.09
DZIEŃ 1 wtorek 4.08
Obudziliśmy się o baaardzo wczesnej godzinie(żeby nie nazwać jej barbarzyńską),lecz od tej pory miało wejść to nam w nawyk. Gdy się naprawdę obudziłem, to już byłem na stacji. Stamtąd niebieska ,,Fabia'' na opolskich tablicach zabrała większość naszych bagaży. Ja byłem tym nieszczęśliwcem, który musiał wieźć torbę ze sobą aż do Opola. Podróż minęła prawie bez zarzutu. Większość zjadła już swoje wszystkie zapasy żywności, które miały starczyć na tydzień. Z opolskiej stacji siostra ks. Łukasza, czyli organizatora obozu, wzięła resztę bagaży (w tym mój)
Potem szliśmy ok.11 km do podopolskiej wioski zwanej Luboszycami. Tam czekała na nas miła niespodzianka. Każdy bowiem dostał zestaw: firmowa koszulka z LSO MB Racibórz,czapka od
sponsora - salonu samochodowego ,,LELLEK'', smycz od w/w salonu oraz identyfikator. Potem nadszedł czas na pierwszą robotę. Ksiądz podzielił nas na 3 grupy.
1-sza miała robić kapliczkę.
2-ga sprzątała barak, nazwany przez nas potem ,,obamą''
3-cia robiła wieeelki transparentny transparent.
Potem poszliśmy do kościoła,gdzie po kolei mieliśmy omawiać elementy stroju strażackiego.
A wracając do karteczki, to zostaliśmy podzieleni na cztery 4-osobowe grupy. Były cztery funkcje : sprzątacze, kelnerzy, liturgiczni i wartownicy. Nie będę ich teraz opisywać, ale chodzi o to, że każda grupa miała każdą funkcję 2 razy.
Plus przy numerze grupy oznacza, że ktoś jest dowódcą tej grupy.
Wymęczeni po całym dniu szybko poszliśmy się myc i spać.
Niektórzy mówili,,Ach, ja tam nie będe spać tej nocy'', jednak wszyscy zasnęli szybko. No, może oprócz tych, którzy pełnili wartę przy fladze, która symbolizowała nasz honor, i kapliczce .Już 1-szej nocy ktoś chciał nam ukraść flagę,lecz dzięki męstwu i odwadze wartowników, nie stało się to.
DZIEŃ 2 środa 5.08
Tego wspaniałego dnia wszyscy wstali ,,przymuleni''. Od razu poszliśmy na śniadanie do pobliskiego przedszkola, gdzie większość musiała jeść na klęcząco lub wyginając się w chińskie dziewiętnaście.
A potem rozpoczęły się treningi przed zbliżającymi się zawodami strażackimi. Tego dnia ćwiczyliśmy tylko sztafetę strażacką. Ksiądz Łukasz razem z klerykiem Łukaszem Żabą oraz Damianem Małeckim doprowadzili do tego, że już pierwszego dnia uzyskaliśmy fenomenalny czas 60 sekund. Po Mszy Św. poszliśmy myć się i spać, aby być przygotowanym na :
DZIEŃ 3 czwartek 6.08
No i owszem, przygotowanie było potrzebne, gdyż miała się odbyć pielgrzymka ,,Od studzionki do studzionki''. Zebraliśmy się pod kościołem, aby wyruszyć, ale jeszcze przed wyruszeniem zaśpiewaliśmy klerykowi ,,Sto lat'', jako, że miał wtedy urodziny. Szliśmy i szliśmy, a celu ani widu, ani słychu. W końcu jednak rozweseleni dotarliśmy do celu naszych okrutnych zmagań. Nikt chyba nie zdołałby policzyć liczby naszych odcisków .Tam odbyła się Msza Św. i ognisko.
Potem zmęczeni wróciliśmy pod kościół, skąd Ksiądz wziął nas traktorem do domu. Umyliśmy się i poszliśmy spać.
DZIEŃ 4 piątek 7.08
Tego dnia dalej ćwiczyliśmy sztafetę, do której doszła jeszcze bojówka, czyli radosne lanie się wodą z węży. Wchodziliśmy także na najwyższy punkt w Luboszycach, czyli na wieżę kościoła.
Niektórzy (na przykład ja) bardzo bali się wejść i jeszcze bardziej zejść, jednak wszyscy temu podołali. Ten dzień będzie jednak zapamiętany jako Dzień Zaśmierdnięcia ToiToi-a. Po wizycie w nim z oczu płynęły łzy (bynajmniej nie łzy wzruszenia), a nos pęczniał niczym ziemniak. Niektórzy woleli iść za pobliską groblę niż do ToiToi-a. Po umyciu się poszliśmy spać.
DZIEŃ 5 sobota 8.08
Tamtego dnia odbył się mecz pomiędzy LSO MB Racibórz a nie-tylko-LSO Luboszyce. Przegraliśmy i to nie byle jak bo aż 2:9!!! Jednak, gdyby byli kluczowi zawodnicy naszego zespołu, a jeden z jego członków nie złamał sobie obojczyka (ała), no to może byśmy wygrali. Przed i po meczu ćwiczyliśmy dalej do zawodów. Umyliśmy się i poszliśmy spać.
DZIEŃ 6 niedziela 9.08
Tego dnia mieliśmy mszę parafialną w pobliskim kościele, po której busami pojechaliśmy do Wrocławia do Aquaparku. Było tam po prostu świetnie! No, może poza staniem w dłuuuuuugiej kolejce. Po basenie dalej ćwiczyliśmy sztafetę. Mieliśmy tego dnia ognisko, na którym Ksiądz oznajmił nam ,że nieznani z imienia intruzi wkraczają , gdy nas nie ma na teren naszego obozu.
Podzieliliśmy się i czekaliśmy. Długo jednak nie czekaliśmy i rozpoczęła się walka. Tamci oczywiście stchórzyli i uciekli. Radość jednak trwała krótko, gdyż inni intruzi zwinęli nam Jezusa z kapliczki. Co bystrzejsi zorientowali się, że to mistyfikacja i kolejny, po Górze św. Anny, pretekst do podchodów. Najlepszy według mnie moment był, gdy zobaczył na drzewie maskę i wydał z siebie dźwięk ,,uuuuuuuuuoooooooooaaaaaaaeeeeeeeeee''. Ślady doprowadziły nas do kościoła, gdzie wystawiony był Najświętszy Sakrament. Zmęczeni poszliśmy spać.
DZIEŃ 7 poniedziałek 10.08
Po krótkiej nocy rozpoczęły się treningi strażackie,które miały określony cel. Ksiądz bowiem zniknął i chwilkę po tym, jak się pojawił, rozwyła się syrena w pobliskiej OSP. Pojechaliśmy podnieceni na miejsce pożaru i ugasiliśmy go. Hura! Luboszyce uratowane!
DZIEŃ 8 wtorek 11.08
Wszyscy wstali rozgorączkowani. W końcu dziś są zawody !!! Ale po kolei. W kapliczce odbyło się nabożeństwo, w którym zostaliśmy uhonorowani medalami ,,Pełniący straż przy Jezusie''
Potem odbyły się zawody, które wygrała...............SEKCJA 2 Z RACIBORZA !!! W sztafecie mieliśmy fantastyczny czas 58 s., a w bojówce również fantastyczny czas.........eee..........zapomniałem :).Dowódca sekcji 2 (czyli ja) otrzymał wspaniały puchar, który na stałe będzie w galerii ministranckiej. Po zawodach odbył się grill a potem pojechaliśmy do domu.
Tak oto skończył się obóz ministrancki EXTREME 2009 w Luboszycach. Aż żal, że trwał on tak krótko ...
Autor : Dawid Halfar